6673: Solo Trainer

Recenzja: 0078 | 2016-05-04 | Rev. A

Tak wiem, kolejny kwartał przerwy. Taki już chyba jestem, że potrzebuję przerwy od wszystkiego, nawet od hobby. Powroty smakują o wiele bardziej niż codzienne ślęczenie nad jednym tematem i życie nim. Z drugiej strony to nie jest 100% odcięcie się od świata klocków. Co kilka dni przyjeżdża kolejna przesyłka. Tym samym od czasu do czasu udaje się zebrać materiał na kolejny zestaw lub nawet kupić kompletny. Moja kolekcja na Brickset, wydaje się być najbardziej aktualna i ona, w tym momencie pokazuje już 114 zestawów. W praktyce jest pewnie tego troszkę więcej, ale staram się być maksymalnie pedantyczny i jeśli zauważę uszkodzonego klocka (np. pęknięte ramie czy korpus) to zestaw idzie na kwarantannę – czekając na najbliższe zakupy i okazję do uzupełnienia braków. Do tego czasu, nie „wchodzi” do kolekcji. Także bez obaw, jest co budować, jest co recenzować, kupować i fotografować! Cieszę się, że koledzy po fachu nie próżnują i regularniej postują. Poznają nowe Lego serie, odkrywają nieznane tereny. Ja PÓKI CO zostaję na ziemi… no może nie do końca 😉

Jestem pewien, że dzisiejszy zestaw przeleżał na kwarantannie dłużej niż moja ostatnia przerwa. Powód? Element 3479, czyli niebieski ogon, to jakaś tragedia! Dostępność na poziomie 20szt. w Europie, to jeszcze cena jak pół zestawu! Umyty, odświeżony w 99% złożony leżał i czekał na ogon, który kilkanaście dni temu przyjechał. Jeden ruch i zestaw był gotowy.

6673_001
Fot. 1: A tak prezentuje się na zdjęciu.

Ów ogon to jeden z trzech czynników jakie powodują, że Solo Trainer zapadnie mi w pamięci po wsze czasy.

Pierwszy to fakt, iż był jednym z pierwszych zestawów, jakie miałem w swoich rękach. Co prawda nie należał wówczas do mnie, ale bardzo dobrze go pamiętam. Mój sąsiad z pierwszego piętra był tym szczęściarzem 🙂
Drugi to łudzące podobieństwo do 6687 Turbo Prop I. Konstrukcje niemal identyczne, gdyby nie kolorystyka, to byłbym w stanie pomylić je obie.
Trzeci to wspomniany już element 3479 – niebieski ogon, wart połowę całego samolotu!

6673_002
Fot. 2: Tankujemy.

Ale do rzeczy! Jednomiejscowy, dwusilnikowy górnopłat. Raczej powiedziałbym, iż to klasa średnia. Nie ma tu miejsca na neseser, jak w 6687. To raczej „turbo” szybowiec. Bryła prosta, wręcz ociosana, porównując z dzisiejszymi standardami.

Zestaw jest przedstawicielem serii Town z 1990r. Pilotem jest typowy reprezentant ówczesnego miasta Lego. Klasyczne, czerwone spodnie, niebieskie torso z białymi rękawami oraz czerwona czapeczka osadzona na typowej, uśmiechniętej żółtej główce. W kabinie ukryto ciekawego klocka, to slope z nadrukowanymi trzema białymi zegarami – idealnie imituje kokpit pilota. Miękkie, acz niewielkie koła świetnie „zmiękczają” osiadanie maszyny na pasie. Zestaw bawialny i bardzo dobrze uzupełnia flotę maszyn lotniczych w świecie Lego.

6673_005
Fot. 3: Zestaw od frontu.

Co ważne, oprócz samolotu w zestawie znajdziemy niewielki dodatek w postaci beczki z paliwem lotniczym i krótkim wężem. Po boku niewielki czerwony płotek, umożliwiający odwieszenie pistoletu wlewowego oraz klucza. Całość osadzona na płytce 2 x 8, oczywiście w kolorze light gray.

6673_004
Fot. 4: Gadżety zestawu.

Póki co nadal cierpię na brak pudełka i instrukcji, ale liczę, iż z czasem się to zmieni 🙂

6673_003

Fot. 5: Odlatujemy!